Euroweek

Fundacja Euroweek oferuje dzieciom uczącym się w gimnazjum i szkole podstawowej pięciodniowe wyjazdy do różnych miast, spotykanie się z mądrymi, wesołymi i przesympatycznymi ludźmi z całego świata. W ciągu tych pięciu dni uczestnicy Euroweeku porozumiewają się ze sobą w języku angielskiem. We wspaniałej atmosferze odbywają się warsztaty z wolontariuszami z innych krajów.

Na początku roku szkolnego miałam okazję być na Euroweeku i jestem bardzo zadowolona. Wraz z koleżankami i kolegami z naszej szkoły uczestniczyłam w serii interaktywnych warsztatów, gier i praktycznych ćwiczeń, które prowadzone były przez wolontariuszy z wielu regionów świata. W ramach programu poznaliśmy kulturę, tradycje i zwyczaje mieszkańców Etiopii, Filipin, Chin, Wietnamu, Tajlandii, Ugandy, Rosji i wielu innych krajów. Euroweek nie był dla nas jedynie nauką. Po intensywnych zajęciach był również czas na wspólną zabawę, integrację i zawieranie nowych znajomości. Wyjazd na Euroweek okazał się nie tylko niezapomnianą lekcją angielskiego, ale także lekcją współpracy, autoprezentacji, przełamywania ograniczeń i otwierania się na innych. Wszyscy mamy nadzieję, a właściwie pewność, że wrócimy tam ponownie.

Dzień 1:

Od razu po przyjeździe do naszego hotelu o nazwie: „Silezia” w Długopolu zakwaterowaliśmy się w pokojach, które były duże, nawet siedmioosobowe.

Następnie poszliśmy na długi, przyjemny spacer, na którym poznawaliśmy okolicę. Tego dnia poznaliśmy także wolontariuszy Joego, June i Ellie. Joe pochodził z Ugandy, jednego z krajów należących do Afryki. Miał ciemną skórę, dredy i był zawsze uśmiechnięty, a my, widząc go, też się uśmiechaliśmy. June pochodziła z Tajlandii. Miała trochę ciemniejszą karnację niż my oraz długie brązowe włosy. Ellie pochodziła z Wietnamu. Miała typowo azjatycki wygląd, brązowe oczy i brązowe włosy.

Już od pierwszego dnia bardzo dobrze bawiliśmy się ze sobą, graliśmy w różne gry wymyślone przez wolontariuszy. Pod koniec dnia odbyła się dyskoteka.

Dzień 2:

Dzień drugi rozpoczęliśmy od pysznego śniadania. Po posiłku nadszedł czas na warsztaty. Mieliśmy na nich stworzyć projekt, który będzie przedstawiał nasz wymyślony kraj. Grupa, w której byłam, zrobiła projekt o Crazy Landii. Przedstawianie projektu nie było takie łatwe, ale sobie z tym poradziliśmy. Drugim celem tego projektu było nawiązanie kontaktu z innymi osobami, więc na koniec współpracy w tych grupach przedstawialiśmy się nawzajem.

Po obiedzie mogliśmy odpocząć, a po jakimś czasie odbyły sią kolejne zajęcia z wolontariuszami. Tym razem wyszliśmy do sklepu i na spacer razem z naszymi nowymi nauczycielami. Kupiliśmy niezbędne rzeczy, pospacerowaliśmy i wróciliśmy do ośrodka, idealnie na kolację.

Później Afrykanka o pseudonimie Kiwi pokazała nam swoją prezentację na temat Etiopii, kraju, z którego pochodzi. Prezentacja była ciekawa i łatwo było ją zrozumieć. Dla chętnych była jeszcze opcja oglądania meczu.

Dzień 3:

Śniadanie było pyszne, a zajęcia po nim również wspaniałe. Towarzyszących nam uczniów szkół nie było, ponieważ pojechały do Kłocka na wycieczkę, którą my mieliśmy zaplanowaną na czwartek, ostatni dzień Euroweeka. W związku z tym mieliśmy zajęcia sami. Na początku graliśmy w zabawne gry wymyślone przez naszych wspaniałych wolontariuszy. Później mieliśmy stworzyć wymyślone TV Show. Moja grupa wymyśliła „Facts after facts”. Na początku naszego Show przedstawialiśmy prognozę pogody. Następnie był wywiad z wymyślonym zespołem muzycznym, o nazwie: „Gold Guitars” i w końcu wywiad z specjalnym gościem, którym był Joe. Ten wywiad był bardzo wzruszający, a prowadziłam go ja. Z początku bardzo się stresowałam, lecz wspaniałomyślność naszych wolontariuszy i ta cudowna atmosfera dodały mi pewności siebie. Joe bardzo spodobało się nasze Show. Byłam z siebie dumna.

Jak już pewnie podejrzewacie, po dobrym obiedzie były kolejne warsztaty, na których robiliśmy swoją reklamę. Nasze reklamy były ciekawe i było z czego się pośmiać. Na zakończenie pracy w grupach wrócili z wycieczki nasi nowi koledzy i koleżanki, przez co było jeszcze zabawniej. Przy okazji mogliśmy wylosować sekretnego przyjaciela, któremu pod koniec Euroweeku mieliśmy dać prezent.

Po jakimś czasie zaczęli przybywać nowi wolontariusze, każdy z innego kraju. Ku naszemu zaskoczeniu, mogliśmy z każdym z nich porozmawiać, zapytać się o coś i poopowiadać mu różne ciekawe historie. Byłam zachwycona, uwielbiam kontakt z ludźmi, a co dopiero z innych, odległych krajów! Z mojej grupy najwięcej pytań zadawałam ja. Byłam ciekawa miejsca ich zamieszkania, ich rodzin, przyjaciół i wielu innych rzeczy. Każdy z nich był inny, to mi się najbardziej podobało.

Teraz czas na talenty. Rzecz jasna, po kolacji odbył się wieczór talentów. Talenty były różne, od tańczenia po rysowanie, ale każdy był albo śmieszny, albo ciekawy. Jury nie dawało złych uwag, same pozytywne, to dodawało nam pewności siebie.

Dzień 4:

Rano odbyły się warsztaty z Ellie, Violettą i Pandą. Przez jakiś czas całą grupą graliśmy w gry, później klasy podstawowe i gimnazjum się rozdzieliły (ja byłam w grupie gimnazjum) i rozpoczęły się osobne zajęcia. Zajęcia gimnazjum były prowadzone przez Violettę, a podstawówki przez Pandę i Ellie.

Zajęcia z Violettą bardzo mi się podobały. Na początku podzieliliśmy się na grupy: miłośnicy i wrogowie szkoły, nastepnie w tych grupach prowadziliśmy debatę na temat szkoły. Ja dzielnie broniłam miłośników szkoły, przed licznymi argumentami jej wrogów, których, nie ukrywajmy, było dwa razy więcej.

Po obiedzie, jak zwykle pysznym, Ellie przedstawiła swoją prezentację na temat Wietnamu, kraju z którego pochodzi ona i Panda. Następnie poszliśmy szybko do sklepu by kupić prezenty dla wylosowanych poprzedniego dnia osób. Szybko wróciliśmy do ośrodka i rozpoczęliśmy zajęcia z Super Piękną Lisette, która była wolontariuszką pochodzącą z Filipin.

Wieczorem odbyły się ostatnie zajęcia: Mission Imposible, rozdanie prezentów oraz certyfikatów.

Mission Impossible rozpoczęła się około godziny dziewiętnastej i trwała godzinę. Podzieliliśmy się na grupy i każda z nich musiała wykonać jakieś niemożliwe zadanie. Ja i moja grupa w ciągu godziny mieliśmy narysować trzy karykatury wolontariuszy. Na szczęście daliśmy sobie radę. Wszyscy dali radę i mission impossible stała się mission possible.

Rozdaliśmy również prezenty dla sekretnych przyjaciół i nadszedł czas na smutne pożegnania. Wszystko się udało i po półgodzinie stałam już z certyfikatem w dłoni, lecz smutna, bo to już koniec.

  

PNWM

Gościmy

Odwiedza nas 92 gości oraz 0 użytkowników.